Projekt denko #1
Przymierzałam się do tego posta już jakiś czas i odkąd ten pomysł zaświtał mi do głowy, postanowiłam, że spróbuję i zbierałam puste opakowania po zużytych przeze mnie produktach.
Nie mam tego zbyt wiele, niektóre kosmetyki męczyłam bardzo długo, niektóre z przyjemnością wykorzystałam raz dwa ;)
Może zacznę od produktu, który stosowało mi się najprzyjemniej: Rival de Loop Hydro. Kuracja pielęgnacyjna w ampułkach. Witamina E i ekstrakt z Ginko (miłorząb japoński). Kuracja tygodniowa - 7 sztuk.
Czy działa? Wg mnie tak. Nie miałam porównania z innymi tego typu produktami, ten zestaw był moim pierwszym, ale jak najbardziej jestem zadowolona. Konsystencja jest oleista, ale bardzo delikatna. Zapach całkiem przyjemny, pokuszę się nawet o stwierdzenie, że go lubię ;) Skóra nie jest świecąca po aplikacji, kosmetyk szybko się wchłania. Moja przesuszona zabiegami kosmetycznymi twarz była po nim nawilżona i na pewno do niego wrócę; kupiłam już nawet drugie opakowanie ;)
Kolejna rzecz to odżywka do włosów Gliss Kur nutri protect wild rose oil do włosów suchych, zmęczonych. Ma ułatwiać rozczesywanie i nadawać wspaniały połysk.
Faktycznie to robi! Włosy są delikatne, miłe w dotyku. Ja zawsze rozczesuję włosy, kiedy nakładam na nie odżywkę - wtedy jest to łatwiejsze, potem spłukuję kosmetyk i nie muszę się męczyć z rozczesywaniem włosów na mokro. W przypadku tej odżywki włosy po wyschnięciu nie są splątane, nie potrzebują rozczesywania, są sypkie i błyszczące. Naprawdę baardzo lubię tą odżywkę i jedyne co mi w niej przeszkadza to zapach. Podejrzewam, że jest za to winny wyżej wspomniany olejek różany - ja nie przepadam za różanym zapachem, no ale to na pewno nie przekreśla tego kosmetyku.
Czy do niej wrócę? Kiedyś na pewno, chociaż wydaje mi się, że teraz jest inna seria tych kosmetyków a to jest jeszcze stare opakowanie. Jak kiedyś spotkam ten produkt lub odpowiednika, kupię na pewno, ale na razie mam moją ukochaną gamę do włosów Avon z olejkiem arganowym ;)
Następna rzecz do włosów: litrowy szampon CeCe of sweden - Salon algae shampoo.
Producent dużo obiecuje, ale ja nie widziałam u siebie żadnego pozytywnego efektu, co więcej, za każdym razem jak myłam nim włosy, swędziała mnie po nim głowa, skóra była podrażniona i zaczerwieniona. Włosy były poplątane i szorstkie. Nie mogłam się doczekać końca produktu, szkoda mi było go po prostu wyrzucić, gdyż jest to bardzo duże opakowanie, więc po prostu używałam go do pierwszego mycia włosów, by zmyć całe zanieczyszczenie, a drugi raz myłam włosy już jakimś innym szamponem (np. Vichy Dercos, który baaardzo mi pomaga przy kłopotach ze skórą głowy). Co jeszcze mogę o nim powiedzieć? Ma bardzo intensywny dziwny zapach, który utrzymuje się w całej łazience i wszędzie gdzie przebywałam z mokrymi włosami ;) Później, w miarę jak włosy wysychają, zapach słabnie, ale nadal jest wyczuwalny na włosach.
Całe szczęście już się skończył! ;)
Teraz może coś do kąpieli: Wellness & Beauty żel pod prysznic w piance, Wanilia i kwiat jabłoni.
Kosmetyk miły w użytkowaniu, zapach bardzo ładny, konsystencja baaardzo fajna - delikatna i przyjemna pianka, która niestety nie chce się pienić i szybko wysycha. Czy ma jakieś szczególne działanie? Nie zauważyłam. Jest to ciekawe urozmaicenie pod prysznic, ale nie powala na kolana. Czy kupię jeszcze kiedyś? Raczej nie, chyba, że będzie jakaś inna nuta zapachowa, która mnie zaciekawi ;)
Pozostając w temacie kąpieli - Perfecta spa cukrowy peeling do ciała pomarańczowo - waniliowy.
Podobno antycellulitowy. Być może. Ja nie wierzę, że jakiś kosmetyk zwalczy cellulit. Ale co mogę pochwalić to cudooowny zapach. Nigdy nie pomyślałam, że można połączyć wanilię i pomarańczę w jednym kosmetyku. Co mi się jeszcze w nim podobało? Miła konsystencja - nie za ostra, ale też nie delikatna. Jedyne co mi przeszkadzało to tłusty film na skórze po aplikacji. Dodatkowo w niedługim czasie po wyjściu spod prysznica skóra była wysuszona i potrzebowała nabalsamowania, co w moim przypadku nie zdarza się zbyt często.
Czy go kupię ponownie? Chyba dla samego zapachu nie warto.
Drugi peeling to Joanna Naturia peeling myjący z gruszką.
Kupiłam przede wszystkim ze względu na małą pojemność i niską cenę. Miałam kiedyś inne warianty tych peelingów i szczerze powiedziawszy to traktuję je bardziej jak żel pod prysznic niż peeling. Zapach z gruszką bardzo ładny, chociaż po jakimś czasie już mi się znudził ;) Lubiłam też używać ten produkt jako peeling do twarzy i sprawdził się całkiem ok. Myślę, że kupię jeszcze kiedyś ten, albo inny zapach bo 100 ml to gabaryt fajny np. na wyjazd wakacyjny ;)
Ostatnia rzecz do ciała to balsam Neutrogena z formułą norweską intense repair body lotion.
Kupiłam go w wakacje, kiedy potrzebowałam intensywnego nawilżenia po przedawkowaniu słońca ;) Wtedy sprawdził się idealnie - uratował mi tyłek ;) Potem używałam go już sporadycznie i też byłam zadowolona. Zapach posiada typowy dla kosmetyków z formułą norweską - przyjemny i niedrażniący. Nie wiem czy to tylko ja miałam taki felerny egzemplarz, ale rurka do pompki była za krótka (kończyła się mniej więcej w 2/3 opakowania) więc pod koniec musiała rozciąć buteleczkę, by wydobyć resztę kosmetyku.
Jeśli kiedyś będę znowu w pilnej potrzebie nawilżenia to z pewnością zakupię ten balsam. Albo czerwony Garnier z syropem klonowym o ile dobrze pamiętam bo też spisywał mi się bardzo dobrze :)
Teraz coś do mycia twarzy: Olay regenerist cleansers. Termo peeling do mycia twarzy z mikroperełkami.

Faktycznie pod wpływem wody rozgrzewa się na skórze i dzieki temu lepiej ją oczyszcza. Ja lubię kosmetyki z termo efektem, czego dowodem będzie kolejny kosmetyk ;) Zapach był specyficzny, dość chemiczny. Czy działanie mnie zachwyciło? Nie. Dlatego więcej tego nie kupię, chociaż nie mogę powiedzieć, że to bubel, to jednak jest to rzecz, bez której mogę się obejść ;)
Drugim termicznym kosmetykiem jest rozgrzewająca maseczka oczyszczająca pory Avon Clearskin professional.
Czy rzeczywiście oczyszcza? W jakimś stopniu na pewno, ale cudów nie czyni. Miałam kiedyś parę razy jednorazowe maseczki z Garniera z zielonym ogórkiem, które wg producenta dogłębnie oczyszczają pory na 7 dni i też jest to maseczka rozgrzewająca i muszę powiedzieć, że chyba tamta była lepsza. Ta była ok, ale nie wiem czy ją jeszcze zakupię.
Ostanią rzeczą jest pefumetka Pur Blanca z Avon.
Szkoda, że już się skończyła bo ten zapach dobrze mi się kojarzy :) Jest on trochę mydlany, ale elegancki i kobiecy. Zastanawiam się nad zakupem pełnowymiarowej wersji, bo niestety perfumetek już nie produkują a roletki mi nie odpowiadają ;)
To już wszystko w moim projekcie denko. Następny będzie chyba nieprędko bo mam nowy arsenał kosmetyków, które chcę przetestować, m.in. ampułki Dermogal A+E czy zestaw do pielęgnacji twarzy z formy Mariza.
Jak będę mogła coś więcej powiedzieć na temat tych kosmetyków, na pewno dam znać ;)
Ps. Jakoś zdjęć na razie nie jest najlepsza, ale pracuję nad tym ;)

















Komentarze