Hity Avon, które uwielbiam!
Po dłuugiej przerwie przychodzę z nowymi pomysłami!
Na pierwszy ogień chciałabym przedstawić produkty Avon, które bardzo lubię. Każdy zna chyba tą markę i na pewno każdy ma wyrobioną opinię. Ja zawsze lubiłam coś sobie zamówić z katalogu, nie zawsze mi to potem odpowiadało, bo nie wszystkie rzeczy tej firmy są godne polecenia. Od wielu lat testowałam różne specyfiki i teraz mogę przyznać, że są kosmetyki Avon, bez których nie umiem się obejść i nie znalazłam jeszcze odpowiednika innej firmy! :)
Zacznę może od kosmetyków pielęgnacyjnych.
Muszę powiedzieć, że kiedyś przejechałam się na szamponach Avon (podrażniły mi skórę głowy) i długo podchodziłam do nich z rezerwą. Do czasu, gdy pojawiła się linia z marokańskim olejkiem arganowym. Postanowiłam, że spróbuję i od tamtej pory jestem zakochana!
Przede wszystkim kosmetyki mają bardzo przyjemny zapach, który umila mi niezbyt lubianą przeze mnie czynność mycia włosów :P
Szampon jest delikatny, nie podrażnia i dobrze oczyszcza włosy i skórę głowy.
Odżywka nie plącze włosów i ułatwia rozczesywanie.
Olejek cudownie wygładza włosy i nadaje pięknego połysku. Ja nie nakładam go na całą długość włosów, bo boję się przeciążenia - od połowy długości włosów spisuje się doskonale.
Kosmetyków używam już od dłuższego czasu, są bardzo wydajne, ale jak tylko mi się skończą od razu kupię następne bo naprawdę mi przypadły do gustu :)
Czas na kolorówkę! (moja ulubiona część :P )
Podkład Avon Magix. Mój kolor to creamy natural.
To pierwszy podkład, który idealnie do mnie pasuje. Nie wiem czy wcześniej nie umiałam dobrać sobie odcienia, czy po prostu źle trafiałam, teraz na podstawie tylko katalogu dobrałam kolor, który jest w 100% mój! :)
Co do samego podkładu - na pierwszy rzut oka jest dość gęsty, ale rozprowadza się cudownie, dając aksamitne wykończenie. Ma za zadanie matowić cerę i rzeczywiście to robi, ale tylko rozprowadzany pędzlem lub gąbeczką, przy rozprowadzaniu palcami nie ma tego efektu.
Jedyne co może przeszkadzać to nietypowy zapach, ale ja się już przyzwyczaiłam i nie sprawia mi to żadnego problemu ;)
Czy kupię go jeszcze raz? Myślę, że tak :)
Teraz coś do oczu:
Tusz do rzęs Super extend extreme promowany przez Reese Witherspoon.
Używam go codziennie i jak widać, napisy trochę się ścierają z opakowania.
Muszę przyznać, że początkowo go nie lubiłam. Wydawał mi się zbyt rzadki i kompletnie nic nie robił z moimi rzęsami. Poszedł w odstawkę na kilka tygodni.
Podczas porządkowania toaletki przypomniałam sobie o nim i postanowiłam dać mu drugą szansę.
Wykorzystał ją w 100% :)
W swojej konsystencji tusz posiada kilkumilimetrowe włókna, które przyklejając się do naszych rzęs, optycznie je wydłużają.
Nie skleja, nie osypuje się, za to faktycznie wydłuża i podkręca rzęsy.
Nie wiem czy zdjęcie to oddaje, ale szczoteczka ma dwa rodzaje włosków: z jednej strony dłuższe i rzadsze, z drugiej krótsze i gęstsze ;)
Polecam tusz każdej dziewczynie, która tak jak ja ma krótkie rzęsy, ale trzeba go kupić zanim obecna maskara się skończy, bo ten żółciak potrzebuje poleżeć jakiś czas po otwarciu, żeby nabrać mocy :)
Kredka Supershock to hit, o którym chyba każdy słyszał :)
Oprócz czarnej, która jest według mnie must have w każdej kosmetyczce, posiadam piękny złotawo-nudziakowy odcień golden fawn.
Oczywiście zdjęcie w pełni nie oddaje rzeczywistego koloru, ale dla mnie nie ma piękniejszego odcienia na dzień. Używam kredki baardzo często i jest tak uniwersalna, że pasuje na każdą okazję i porę dnia. Żelowa konsystencja ułatwia aplikację, miękkość kredki pozwala na stosowanie jej na linii wodnej i w wewnętrznym kąciku, co pięknie rozświetla spojrzenie :)
Kolej teraz na dział produktów do ust, których mam najwięcej ;)
Zacznę od prezentacji giganta wśród błyszczyków czyli superSHOCK odcień pink indulgence.
Po pierwsze: jest naprawdę duży, co za tym idzie, ma też duży aplikator, co może być dla niektórych minusem, mi jednak jakoś nieszczególnie przeszkadza ;)
Kolor bardzo ładny, taki intensywny barbiowy róż :P Lubię go na jakieś okazje, bo na co dzień wolę coś mniej rzucającego się w oczy ;) Konsystencja dość gęsta, ale nie kleista. Dość długo trzyma się na ustach. No i ma przepiękny cukierkowy zapach! :)
Następne w kolejce są dwa błyszczyki z 3 dostępnych w ofercie Ultra colour rich Brilliance:
Moje odcienie to north star i pink icicle.
To moje najnowsze nabytki i chyba najukochańsze. Kocham ich za piękny iskrzący połysk, który jest bardzo subtelny i nienachalny. Jedyne, co bym zmieniła to aplikator. Pędzelek jest malutki - trzeba się więcej nim 'namachać', żeby nanieść kolor na usta ;)
Zapach mniej intensywny niż w gigancie, ale delikatnie wyczuwalna owocowa woń :)
Kolejna propozycja na wieczór to Onyx lustre złożony z trzech kolorów. Moja wersja to wine lustre.
Swoją drogą, ciekawi mnie proces tworzenia takiego potrójnie kolorowego błyszczyka :) Jak widać na zdjęciu, kolory po jakimś czasie mieszają się ze sobą w opakowaniu, ale na aplikatorze i na ustach od razu jest docelowy intensywny kolor bordo.
Aplikator w tej wersji najbardziej mi odpowiada - jest delikatny i przyjemny, akuratny rozmiar :)
Zapach najbardziej słodki ze wszystkich.
Najstarszy w mojej kolekcji błyszczyków i będący już na wykończeniu to Glazewear shine, odcień slicked red.
Chodził ze mną wszędzie. Jest najbardziej rzadki i najmniej trwały ze wszystkich. Kolor jest ładny, ale trzeba nałożyć dużo kosmetyku na usta, aby był intensywny. Jako błyszczyk na co dzień, sprawdza się idealnie. Na szczególne okazje, albo gdy chcę podkreślić usta, wybieram co innego.
Nie wyczuwam jakoś specjalnie zapachu więc albo go nie posiada, albo mój nos go nie wyczuwa ;)
The last but not least is: pomadka, której nazwy nie pamiętam, a która już jest wycofana z produkcji. Odcień to champagne glow.
Wydaje mi się, że jest teraz linia pomadek, które są następcami mojego nudziaka. Nie jestem pewna czy to są te same pomadki tylko w innej szacie graficznej, czy zupełnie inna, ale bardzo podobna linia.
W każdym razie mój nudziak jest ze mną od bardzo dawna, już prawie go zjadłam, ale uwielbiam go za jego subtelność :) Jest bardzo delikatny. Jego konsystencja jest kremowa i bardziej wilgotna niż inne pomadki, dzięki czemu nie wysusza ust.
A oto swatche wszystkich omawianych produktów do ust. Zdjęcia były robione z lampą i bez, chciałam uchwycić wielowymiarowość niektórych kolorów, ale nie wiem czy podołałam ;)
Na sam koniec mój perfumeryjny must have to niezmiennie od kilku sezonów Incandessence.
Ja aktualnie posiadam perfumetkę, która idealnie nadaje się do torebki, ale niestety już nie produkują tych mini wersji i to jest ostatnia sztuka... ;(
Będę musiała wymyśleć jakiś sposób, by ponownie perfumetkę napełnić ;)
Nuty zapachowe: orchidea, konwalia, bergamotka, tulipan, frezja, magnolia, mimoza.
Najlepsze efekty otrzymuję, gdy popsikam na gołą skórę. Na ubraniach też się długo utrzymuje, jednak na skórze o wiele dłużej. Lubię ten zapach zwłaszcza w sezonach zimowych, ale jest na tyle uniwersalny, że pasuje na każdą okazję i porę roku.
To by było na tyle na dziś ;) Mam jeszcze kilka nabytków z Avon, ale są w fazie testowania więc na razie nic nie powiem ;) Mam nadzieję, że post nie był niemiłosiernie długi i dało się przebrnąć do końca ;)






















Komentarze